Podkład do twarzy Giorgio Armani Maestro to kolejny z fluidów, do którego mam niewątpliwie słabość. Jego działanie jest bardzo podobne do efektów, który daje podkład Lancome Miracle Air de Teint, który opisywałam tutaj. Maestro to podkład bez-pudrowy, jego konsystencja została oparta na 5 olejkach, które mają za zadanie pielęgnować skórę, dlatego też jest świetną propozycją dla osób o skórze suchej lub wrażliwej. Nie zanudzam już i zapraszam na moją subiektywną ocenę:

Plusy:
- Niesamowicie lekka konsystencja
- Przyjemny, delikatny podkład
- Nie daje uczucia maski
- Nie wysusza, a wręcz pielęgnuje skórę
- Mimo konsystencji dość ładnie kryje
- Skóra po użyciu jest jedwabiście gładka
- Idealny dla osób, które nie chcą czuć podkładu na twarzy
- Bogata kolorystyka sprawia, że każdy znajdzie swój odcień
- Pięknie rozświetla
- Podoba mi się jego oleista, wodnista konsystencja
- Łatwo się go rozprowadza

Minusy:
- Nie kamufluje niedoskonałości, jedynie wyrównuje koloryt
- Nie przepadam za pipetką
- Muszę do niego koniecznie używać pudru transparentnego, w przeciwnym razie szybko się "świecę"
- Mógłby nieco ładniej pachnieć










Dla każdego z Nas idealny wieczór oznacza coś innego. Dla jednych będzie to kolacja z ukochanym, dla innych szaleństwo w klubie, jeszcze dla innych perfekcyjnym wieczorem będzie maraton filmowy z przyjaciółmi. Dla mnie idealny wieczór oznacza jednak samodzielnie przygotowaną kolację, wygodną piżamę i domowy seans mojego ulubionego filmu "Seks w Wielkim Mieście 2". 

Jako, że lubię próbować nowych, orientalnych potraw i zagranicznych kuchni, lecz moje zdolności kulinarne nie są aż tak rozwinięte jakbym tego sobie życzyła, postawiłam na danie łatwe, szybkie i smaczne - kurczaka Tikka Masala. Nie brzmi łatwo, prawda? A jednak zrobiłam go w przysłowiowe 15 minut z małą pomocą jednego z gotowych sosów Patak's, wykorzystując do mojego dania sos pomidorowy "Tikka Masala" z kolendrą, imbirem, czosnkiem i kminkiem. Takie gotowanie to czysta przyjemność, a orientalne zapachy unoszące się w mojej kuchni jeszcze lepiej nastroiły mnie do oglądania "Seksu w Wielkim Mieście 2", którego przezabawna akcja z modą w tle rozgrywa się może nie w Indiach, a na "nowym Bliskim Wschodzie", gdzie prastara kultura i tradycja spotyka się z nowoczesnością. To się nazywa dopiero idealny wieczór! A wy jak spędzilibyście wymarzony wieczór? :)

Aby przygotować kurczaka Tikka Masala, potrzebujesz:

zBLOGowani.pl
3 połówki z piersi kurczaka
oliwa do smażenia
2-3 kolorowe papryki
1 pomidor
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
świeży imbir do starcia
przyprawę chilli
pieprz
sos Tikka Masala firmy Patak's 


Sposób przygotowania:

1. Pokrój w kostkę wszystkie składniki: papryki, pomidora, piersi z kurczaka, cebulę, czosnek. 
2. Wrzuć kolejno kurczaka, cebulę, czosnek, pomidora, a następnie paprykę na ówcześnie rozgrzaną patelnię z odrobiną oliwy. 
3. Mieszaj wszystkie składniki, tak by odparowała woda, a kurczak w pełni się usmażył.
4. Przypraw gotową mieszankę warzywno-miesną przyprawami: pieprzem, odrobiną soli, świeżo tartym imbirem, przyprawą chilli, ewentualnie mieloną papryką ostrą.
5. Dodaj sos Tikka Masala od Patak's. Wymieszaj. Smaż ok. 10-15 minut na średnim ogniu.
6. Nałóż gotowego kurczaka na wcześniej ugotowany ryż. Gotowe!








Jeśli spodobał Wam się mój prosty i szybki sposób na kurczaka Tikka Masala z idealnym wieczorem filmowym w tle, koniecznie musicie wziąć udział w nowej promocji Patak's - Filmowa uczta z Patak's! Wystarczy, że kupicie dowolny sos Patak's, zachowacie paragon, zalogujecie się na ich stronie zgłaszając wasz paragon, a otrzymacie unikatowy kod VOD, dzięki któremu będziecie mogli zobaczyć dowolny film na stronie Cineman.pl :)




Przezabawny kosmetyk, którym jest róż do policzków w sztyfcie o jeszcze zabawniejszej nazwie "fine one one", marki Benefit, to produkt, który leży w mojej łazienkowej szafce już dość długo. Nadal, mimo upływającego czasu nie potrafię się do niego przekonać, choć mam od czasu do czasu tzw. "napady" i wtedy sięgam po ten kosmetyk codziennie, z uporem maniaka starając się osiągnąć obiecany, wymarzony efekt naturalnych i rozświetlonych, zaróżowionych policzków.

Jednak mój obecny stosunek do tego różu jest dość...ambiwalentny...Być może nie jestem aż tak wprawiona w codziennym makijażu, ale modelowanie twarzy za pomocą sztyftu przychodzi mi z trudnością i nie potrafię używać tego różu. Nie oznacza to więc, że fine one one jest złym produktem, znalazłam również wiele plusów tego różu,, mimo iż nie jest dla mnie to mój ulubiony "blush", jakiego miałam okazję używać do tej pory. Może jestem po prostu nieco staroświecką fanką klasycznych różów w kamieniu oraz starych, dobrych pędzli do makijażu, którymi jednak nieco łatwiej nakłada się odpowiednią ilość produktu?

Poniżej więc krótka lista wad i zalet, albo jak kto woli, plusów i minusów, ale najpierw kilka słów od Benefit:

"Rozświetlające trio eleganckich i naturalnych rozświetlaczy przywraca życie przygaszonym policzkom i ustom. Innowacyjny kosmetyk w trzech odcieniach - różowego szampana, soczystego arbuza i koralu, które łączą się idealnie w kremowo-pudrowej formule sztyftu, rzeźbiąc Twoją twarz i nadając jej piękny wygląd."

Plusy: 
- intensywność kolorów
- ciekawa forma nakładania różu
- daje bardzo subtelny efekt, jeśli tylko nie przyciśniemy go za mocno do twarzy przy aplikacji
- jest bardzo, bardzo wydajny
- wygodny w stosowaniu z założeniem, że nie rozciera się go dodatkowo pędzlem
- higieniczne opakowanie w sztyfcie (nie rozsypuje się bądź kruszy po upuszczeniu...^_^)
- odcień szampana jest po prostu cudowny! Nakładam go również tuż przy linii brwi by rozjaśnić spojrzenie


Minusy:
- dla mnie ma za dużo pomarańczowego, a za mało różowego pigmentu. Mam wrażenie, że zawsze moje policzki są zbyt pomarańczowe po użyciu tego różu
- dość łatwo go rozmazać, nie jest zbyt trwały po nałożeniu
- trzeba go poprawiać kilkukrotnie w ciągu dnia by zachować efekt świeżości
- osobiście ciężko nałożyć mi go w sposób, gdzie nie będą widoczne żadne smugi, czy wyraźne linie. Muszę dodatkowo stosować pędzel do dokładnego roztarcia wszelkich granic kolorystycznych
- niestety, nie sprawdza się jako pomadka, wysuszając moje usta - a w perfumerii obiecali, że mogę go z powodzeniem nakładać również na usta. To nieprawda :(










Nie wiem jak Wy, ale ja co roku czekam na wyprzedaże z niecierpliwością 5-latka, który odpakowuje swój wymarzony, świąteczny prezent od Świętego Mikołaja. Z racjonalnej osoby, dokonującej zazwyczaj mocno przemyślanych zakupów, zamieniam się w Rebeccę Bloomwood z filmu "Wyznania zakupoholiczki". Często zdarza mi się kupować coś, co kompletnie mi się nie przyda i nawet nie do końca podoba, bo jest na wyprzedaży -80% i to przecież okazja! No właśnie, ale co z tego, skoro trafia to na dno mojej szafy i nigdy nie zostaje założone? Albo jest to po prostu "szmata", którą zakładam dwa razy i wyrzucam? Wyrzucam, jak pieniądze, które na to wydałam...

Czas więc otrząsnąć się z zakupowego szaleństwa i przemyśleć swoje wyprzedażowe wybory - w co więc warto zainwestować? Poniżej mała lista rzeczy, które na pewno przydadzą się w każdej garderobie, dokonując jednak wyboru, warto pamiętać, by podczas wyprzedażowych zakupów kierować się przede wszystkim kryterium jakościowym, nie ilościowym ;) W okresie wyprzedaży możemy przecież sięgnąć po rzeczy z wyższej półki,Dokonujmy zatem przemyślanych i świadomych wyborów.


1. Torebka - najlepiej czarna. Uniwersalna. Dobrej jakości. 








2. Szpilki w kolorze nude lub oczywiście czarne.










3. Jesienny płaszcz lub trencz.








4. Okulary przeciwsłoneczne





5. Markowe kosmetyki i perfumy


Kosmetyki do makijażu i perfumy, douglas.pl



Jeszcze kilka lat temu podarte jeansy kojarzyły mi się wyłącznie z Dodą na początku jej kariery i jej ówczesnym mężem Radkiem Majdanem (jeszcze przed przeszczepem włosów..), więc były w moim mniemaniu po prostu lekko obciachowe. Dziś uważam je za ciekawa podstawę do wielu stylizacji i chętnie noszę zarówno na uczelnię, jak i do klubu. Zdarzyło mi się w nich przyjść nawet do pracy w jeden z piątków, jako że jest to jeden z tych dni, w które można pozwolić sobie na odrobinę swobody. To moja druga para podartych jeansów i udało mi się ją zakupić na wyprzedażach w Zarze. Póki co sprawdzają się świetnie. A wy, lubicie podarte spodnie, czy może jednak nie do końca Wam się podobają? :)
















| Futro Luisa Cerano via Wedal Line | Sweter z wszytą koszulą MANGO | Podarte jeansy ZARA | Sneakers'y Chloe | Torebka Me&Bags | Naszyjnik Lilou